
Rządowy plan przesiedlenia 25 tysięcy dzikich mustangów ze stepów Nevady i Utah na pastwiska na wschodzie i środkowym zachodzie kraju wywołuje coraz większą falę protestów.
Podczas poniedziałkowego przesłuchania w Reno, NV ponad 20 przedstawicieli różnych organizacji próbowało nakłonić przedstawicieli Bureau of Land Management, zarządcy amerykańskich ziem publicznych, do wprowadzenia moratorium na akcję do czasu, kiedy wszystkie zwierzęta zostaną dokładnie policzone.
Zdaniem BLM mustangów i dzikich osłów na stepach Nevady i Utah jest zdecydowanie za dużo a ich liczba wciąż się powiększa. Grozi to wygłodzeniem zwierząt, dla których robi się już za mało miejsca na zachodzie Ameryki.
Jeszcze rok temu rozważano pomysł odstrzelenia części zwierząt, teraz jednak dyskutuje się nad projektem Kena Salazara, sekretarza amerykańskiego urzędu spraw wewnętrznych, który zaproponował, bo około 25 tysięcy koni złapać i przewieźć na wschód kraju.
BLM nie podaje na razie szczegółów, dokąd dzikie konie miałyby być przesiedlone, ale obiecuje, że wykupi od prywatnych właścicieli ziemię, by przygotować teren na nowe pastwiska.
Jednak mało kto wierzy rządowym zapewnieniom. Oponenci zwracają uwagę na fakt, że na tych samych ziemiach publicznych farmerzy wypasają miliony krów, więc kilkadziesiąt tysięcy dzikich koni powinno znaleźć na nich pożywienie.
Do grona przeciwników dołączyły ostatnio gwiazdy Hollywood: Sheryl Crow, Bill Maher i Lily Tomlin. Ich zdaniem niewesoła sytuacja mustangów na Zachodzie jest zdecydowanie przez rząd przejaskrawiona a całą operację nazywają niehumanitarną i zupełnie niepotrzebną.





