Jesteś w: Kierunki USA Tania wyprawa samochodem: 3 tysiące mil w dziesięć dni

Przewodnik po USA - kierunek:us

Reklama
Reklama

Tania wyprawa samochodem: 3 tysiące mil w dziesięć dni

Moje dzieci mają jednych dziadków na Zachodnim Wybrzeżu, a drugich na Wschodnim, więc wiele razy widziały USA z okna samolotu. Tego lata, planując naszą wyprawę z Idaho do Massachusetts spróbowaliśmy czegoś tańszego. Przejechaliśmy kontynent minibusem, śpiąc i gotując na campingach.

Zaoszczędziliśmy. Lot z Boise do Providence w Rhode Island, a potem wynajęcie samochodu na sześć tygodni kosztowałyby nas 1200 dolarów na bilety lotnicze i 1200 na wynajęcie auta – razem 2400 dolarów.

(foto: sxc.hu)Benzyna kosztuje 2,60 dolara za galon, przejechanie 3 tysięcy mil do Nowej Anglii naszą hondą Odyssey, która spala galon na 20 mil kosztowało nas 390 dolarów. Założyliśmy, że będziemy wydawać na jedzenie tyle samo, co w domu.

Oczywiście trzeba doliczyć noclegi – wydaliśmy na nie 320 dolarów. (W Nowej Anglii zatrzymujemy się u przyjaciół i rodziny.) Musimy wrócić do domu w sierpniu. Zakładamy, że podróż powrotna będzie nas kosztowała tyle samo, co w tę stronę, więc całość wyniesie około 1400 dolarów na benzynę i noclegi.

W sumie na tę podróż wydamy około 1000 dolarów mniej, niż gdybyśmy lecieli samolotem i wynajęli samochód. Oczywiście zależy od waszego budżetu, czy warto robić takie oszczędności kosztem czasu spędzonego na drogach i campingach. My mieliśmy mnóstwo fajnej zabawy. I nieoczekiwanie nauczyliśmy się sporo o sobie w ciągu tych spędzonych razem dziewięciu dni. Oto podsumowanie, zestawienie oczekiwań z rzeczywistością.

JAZDA SAMOCHODEM: PLAN

Zgodnie z naszym planem zaczęliśmy od drugorzędnej drogi nr 2, która wije się przez północne tereny USA. Uważaliśmy, że nie wjeżdżając na autostrady unikniemy ciężarówek i będziemy mogli oglądać prawdziwe miasteczka, firmy, farmy i domy, które składają się na nasz kraj. Ocenialiśmy, że aby w 10 dni dotrzeć do południowo-wschodniego Massachusetts codziennie będziemy musieli pokonywać 300 mil.

JAZDA SAMOCHODEM: RZECZYWISTOŚĆ

Gdy tylko wyjechaliśmy z Idaho, zjechaliśmy z drogi nr 2, zbaczając z trasy, by zatrzymać się u starego przyjaciela, który mieszka w Deer Lodge w Montanie. Potem planowaliśmy trasę z dnia na dzień. Czasem jechaliśmy główną autostradą, ale najczęściej podążaliśmy drogami drugorzędnymi. W mało zaludnionych częściach kraju można nimi jechać 65 mil na godzinę.

CAMPINGI: PLAN

Noclegi mogły uczynić taka podróż droższą niż samolot, więc zaplanowaliśmy, że codziennie będziemy nocować na campingach. Korzystaliśmy ze średniej wielkości atlasu Rand McNally Road Atlas of the United States, Canada and Mexico, który pokazuje na mapach stanów wszystkie campingi.

CAMPINGI: RZECZYWISTOŚĆ

Atlas bardzo się przydał, ale często nocowaliśmy w parkach stanowych i miejskich, gdzie trafialiśmy przypadkiem widząc kierujący do nich znak drogowy.

Niektóre z tych miejsc – takie jak ustronny Custer National Forest w Montanie – były za darmo. Inne – jak duży, pełen zieleni park Hok-Si-La w Lake City w Minnesocie – kosztują ponad 20 dolarów, ale oferują spokojne miejsce nad jeziorem i prawie zupełną prywatność.

W końcu wydaliśmy 220 dolarów za dwie noce w motelach, jeden w Watertown, w południowej Dakocie, bo skusiła nas niezwykła wodna zjeżdżalnia w Holiday Inn, i drugi, Doubletree w Chicago, na który wydaliśmy 120 dolarów.

Niektóre campingi mają obecnie bezpłatne Wi-Fi. Żaden z tych, na których się zatrzymaliśmy tego nie oferował. Jako ostatni ludzie na Ziemi dowiedzieliśmy się, że zmarł Michael Jackson.

JEDZENIE: PLAN

Planowaliśmy, w zgodzie z duchem miejsc, przez które mieliśmy przejeżdżać, że będziemy unikać wielkich sklepów, a szczególnie ogólnokrajowych sieci. Mieliśmy nadzieję, że bez zastawiania ostatniej koszuli będziemy się dobrze odżywiać kupując na straganach przy farmach i w lokalnych sklepach spożywczych.

JEDZENIE: RZECZYWISTOŚĆ

Okazuje się, że nie można uniknąć wielkich sklepów i sieci. Całkiem dobrze radziliśmy sobie w większości mało zaludnionych terenów – w takich miasteczkach jak urocze Faith w Południowej Dakocie, gdzie miejscowy sklepik jest jedynym, co można upolować.

Jednak nawet w średniej wielkości miasteczkach wszystkie drogi prowadziły do Wal-Martu, gdzie mogliśmy kupić wielkie jak poduszka torby umytej mieszanki sałat (z dołączonymi grzankami) i takie rzeczy jak gotowe steki, które z łatwością podgrzewaliśmy na naszej dwupalnikowej kuchence turystycznej. Razem z bagietką stanowiły wyśmienity obiad, a sprzątanie po nim było fraszką.

Zawsze mieliśmy zapas takich owoców jak jabłka i pomarańcze, a także masło orzechowe i galaretkę. Na śniadanie jedliśmy płatki z pudełka z mlekiem z naszej lodówki turystycznej. Dzieciaki znosiły te spartańskie warunki niemal bez narzekania.

ATRAKCJE: PLAN

Chcieliśmy koniecznie zwiedzić dwa miejsca: The Art Institute of Chicago, i Baseball Hall of Fame w Cooperstown w stanie Nowy Jork.

ATRAKCJE: RZECZYWISTOŚĆ

Okazuje się, że każda droga, nawet ta wyglądająca na bezludną jest usiana turystycznymi atrakcjami. Zabytkowe domy i farmy, miniaturowe pola golfowe, producenci specjalnej żywności, wytwórnie win, przejażdżki statkami, konie oraz „muzea” każdej wielkości i specjalności walczą o uwagę rodzin ze znudzonymi dziećmi. Już drugiego dnia podróży nauczyliśmy się ignorować okrzyki zainteresowania dochodzące z tylnego siedzenia i jechaliśmy dalej.

To nie znaczy, że przejechaliśmy taki szmat drogi bez zatrzymywania się poza przystankami na spanie, jedzenie i toalety. W Montanie zwiedziliśmy Little Bighorn Battlefield National Monument, gdzie jest duży cmentarz i gdzie można poznać okoliczności bitwy z 1876 roku, w której zginął podpułkownik George Custer i setki żołnierzy USA. Płaci się tam 10 dolarów od samochodu; www.nps.gov/libi/.

W czasie, gdy tam byliśmy, zaczęli się tam zbierać odtwórcy ról w przedstawieniu z okazji rocznicy bitwy. Żołnierze i Indianie jedli razem obiad przy wielkich stołach w miejscowej jadłodajni. Chętnie gawędzili z dzieciakami i pozowali do zdjęć.

W czasie przerwy na lunch w Faith w Południowej Dakocie zawędrowaliśmy na rodeo i spędziliśmy trochę czasu na trybunach. Przyjaźni miejscowi widzowie objaśnili nam to, co się tam działo.

W Wisconsin zatrzymaliśmy się w Taliesin, gdzie jest dom architekta Franka Lloyda Wrighta. Zwiedzanie, za 47 dolarów od osoby, było dla nas za drogie, ale centrum informacji turystycznej zaprojektowane prze Wrighta dało nam wyobrażenie, czym się inspirował, www.taliesinpreservation.org.

Niedaleko natrafiliśmy na duże – i bezpłatne - Madison Museum of Contemporary Art; www.mmoca.org

W Chicago spełniliśmy nasze marzenie o pójściu do Art Institute: www.artic.edu/aic/, które w czwartki wieczorem jest za darmo. Nieoczekiwanie skorzystaliśmy ze znajdującego się obok parku Granta. Setki dzieci (moje też) chłodziły się w wielkich fontannach. W parku Granta znajduje się też The Bean, ogromna rzeźba ze stali, w której można podziwiać panoramiczne - chociaż okrągłe - odbicie miasta, albo, jeśli się dobrze ustawić, odbicie swojej rodziny.

W stanie Nowy jork poszliśmy do National Baseball Hall of Fame & Museum, web.baseballhalloffame.org

A także zwiedziliśmy nieoczekiwany hit: The Corning Museum of Glass w Corning, z demonstracją dmuchania szkła, www.cmog.org

Ogromny sklep ze szkłem to wielkie przeżycie – gdzie, jeśli nie uważasz, możesz zobaczyć swoje dziewięcioletnie dziecko bawiące się beztrosko szklanym jajkiem za 44 tysiące dolarów.

W Corning byliśmy też w restauracji Thali of India, która okazała się być największą atrakcją kulinarną całej podróży. Znakomity bufet lunchowy z deserem dla dwojga dorosłych i dwójki dzieci w wieku 9 i 10 lat kosztował nas tylko 21 dolarów (28 E. Market St., 607-936-1900).

DZIECI: PLAN

Nie byliśmy pewni jak dzieci zniosą sześć do ośmiu godzin w samochodzie. Kupiłam kilkanaście filmów dla dzieci w lombardzie w Boise, by mogły je oglądać na przenośnym odtwarzaczu DVD. Planowaliśmy przystanki, by mogły się wybiegać.

DZIECI: RZECZYWISTOŚĆ

W domu dzieci są zajęte odrabianiem lekcji i sportem, więc nie mają okazji doświadczyć tej wielogodzinnej filmowej hipnozy, którą miała większość rodziców dorastających w latach 70-tych. Córka czasem zdejmowała słuchawki, by zagrać w coś z nami lub poczytać, ale syn był w siódmym niebie. Nie mógł się doczekać, by wsiąść do samochodu. Od czasu do czasu zauważał dzikie kwiaty, krowy i antylopy. Widział pola kukurydzy, farmy i małe miasteczka. Zadawał mnóstwo pytań o wyposażenie farm. Jednak to filmy sprawiły, że cała wyprawa okazała się dla dzieci pestką.

Prawdopodobnie zapamiętają z niej coś innego niż my. Uwielbiały zuchwałe campingowe szopy (które są też przecież i tam, gdzie mieszkamy) i baseny, na które trafialiśmy po drodze. Podobało im się gotowanie na świeżym powietrzu i to, że my, rodzice byliśmy z nimi cały czas, a naszej uwagi nie rozpraszały telefony, przyjaciele czy komputery.

A nam podobał się luksus tego, że po raz pierwszy od wielu lat mieliśmy czas na bardzo długie rozmowy. I też słuchaliśmy swojej ulubionej muzyki. Natomiast każdego dnia, gdy zbliżaliśmy się na miejsce, cała nasza czwórka skupiała się na jednym – słuchawki szły w kąt i wszyscy wypatrywaliśmy znaków, czy jedziemy w dobrym kierunku.

Anne Allen, ap

 

kierunki

Kalifornia

Kalifornia