Frank Poole, by przygotować się na wyprawę do Wielkiego Kanionu długie miesiące ćwiczył na siłowni i chodził z ciężkim plecakiem na piesze wędrówki w okolicy swego domu w Mississippi.
Jednak już wkrótce po rozpoczęciu schodzenia popularną ścieżką w Kanionie zaczął mieć kłopoty z oddychaniem. Po kilku godzinach znalazł się w szpitalu na północy Arizony. Lekarze stwierdzili, że 75-letni Poole dostał zawału serca.
- Nie podejrzewałem, że mam zawał – powiedział niedawno Poole. Myślałem, że to gorąco i dodatkowy wysiłek, wysokość i tym podobne. Taki byłem naiwny.
W Flagstaff Medical Center, gdzie go leczono, jedynym szpitalu w północnej Arizonie, który zajmuje się ciężkimi przypadkami, o wiosennych i letnich miesiącach mówi się „Sezon Wielkiego Kanionu”.
Ratownicy w parku i szefowie szpitala wiedzą, że wtedy będzie więcej przypadków złamań i zranień oraz takich osób jak Poole, którzy nie wiedzą, że są chorzy dopóki trudna wspinaczka w kanionie nie wydobędzie tych chorób na jaw.
Co roku kanion przyciąga miliony osób swoimi kolorowymi krajobrazami, ogromem i wzbudzającą podziw budową geologiczną. Jednak piętrzy takie trudności, że nawet doświadczeni wspinacze są potem bardzo obolali i zmęczeni. W ciągu lata panują tam ogromne upały, wysokość wynosi 7 tysięcy stóp, a ścieżki są strome, skaliste i kręte.
- Istnieje million sposobów, w jaki można się tu zranić lub zachorować – mówi Lon Ayers z biura Parku.
Pokazało to kilka ostatnich tygodni.
Pod koniec kwietnia mężczyzna z Ohio spadł z wysokości 60 stóp, gdy stracił równowagę spoglądając w dół i wychylając się zza krawędzi kanionu. Dwa dni później dwóch nastolatków i młody mężczyzna pływali w rzece Kolorado, która płynie dnem kanionu. Zabrała ich woda i utonęli. Inny wypadek zdarzył się, gdy muł stracił oparcie na ścieżce, upadł i przekoziołkował przez człowieka, który go dosiadał.
Upadki, wyczerpanie, ekstremalne temperatury i głupie wybryki powodują, że w 2007 roku w parkach trzeba było podjąć 3 600 akcji poszukiwawczych i ratunkowych. Pracownicy parku odpowiadają co roku na 16 tysięcy wezwań w sprawach medycznych, od otarć naskórka, przez skręcone kostki, po udary słoneczne i zatrzymanie akcji serca, relacjonował nam Dean Ross, szef wydziału ratunkowego w National Park Service w Waszyngtonie.
Strażnicy w Wielkim Kanionie podejmują najwięcej akcji ratunkowych, włącznie z 300 lotami helikopterowymi rocznie.
Najlepiej radzą sobie ludzie, którzy wyruszają na wędrówkę przygotowani, mają ze sobą dużo wody i przekąsek, chodzą wolno i słuchają swego ciała.
- Nie obawiajcie się spróbować, ale uważajcie na siebie – radzi Dave Florence z Green Bay w Wisconsin, który niedawno zrobił 40-milową, pięciodniową trasę po kanionie.
Jednak wycieczkowicze nie zawsze zważają na ostrzeżenia strażników i te wypisane na znakach.
Allan Widener z Louisville w Kentucky niedawno szedł szlakiem Bright Angel. Pracownik parku radził mu gorąco, by nie schodził na dół bez wody, ale Weidener zażartował sobie, że „nie pije wody, pije tylko Coca-Colę”.
Wracając z 1,5-milowej wędrówki, opierając się o ścianę kanionu w zacienionym miejscu, 48-latek żałował, że jednak nie ma czegoś do picia.
Strażnicy mówią, że natykają się na trzy typy ludzi wspinających się w kanionie. Jedni są bardzo uparci, zwykle to nastolatki i dwudziestokilkulatki, cierpiący na kompleks niezwyciężonego wojownika, którzy nie słuchają żadnych rad. Inni są podekscytowani i nieprzygotowani, ale gdy trzeba potrafią zmienić plany.
I są jeszcze tacy ludzie jak Albert Shank, którzy przygotowują się i raczej trzymają się swoich planów, ale czasem wpadają w kłopoty z powodu nieoczekiwanych okoliczności, albo z powodu złej decyzji, opowiada Marc Yeston, zastępca szefa strażników.
Shank w kwietniu przebył 28 mil z 42-milowej trasy biegu od krawędzi do krawędzi, gdy dostał skurczu nóg, a ciało przestało zatrzymywać jedzenie i wodę. Prawie zemdlał na parkowej ławce i spędził wiele godzin przyjmując kroplówkę z soli fizjologicznej, by móc wyjść z kanionu.
Ten pracownik Uniwersytetu Stanu Arizona, który często biega na dystansach dłuższych od maratonu miał dużo wody, batonów energetycznych i kanapek z masłem orzechowym i dżemem, ale za mało elektrolitów i słonego jedzenia.
- To był błąd nowicjusza, a przecież ja nie jestem nowicjuszem – mówi. Nauczyłem się, że bez względu na to, w jak dobrej jesteś formie, musisz liczyć się z Kanionem, lub pokona cię odwodnienie.
Zwodnicze w Wielkim Kanionie jest to, że temperatura na South Rim – południowej krawędzi, gdzie udaje się 90% turystów jest około 20 stopni F niższa niż na dnie. Większość górskich szlaków prowadzi w górę, a w Wielkim Kanionie jest odwrotnie.
- To wyjątkowe okoliczności – mówi Ayers. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata i powinni dowiedzieć się od kogoś, czego mogą się spodziewać. Tym, którzy nigdy tu nie byli, wydaje się, że to spacer po parku.
Niektórzy przygotowują się nadzwyczajnie. Jednak czasem strażnicy nie rozumieją, co ludzie mieli w głowie. Widzieli mężczyznę w garniturze z teczką pełną butelek wody, innego grającego na tubie i ludzi wspinających się bez butów lub w klapkach.
- Wszystko to bierze się z braku planowania i wiedzy na temat tych szlaków – mówił nam Ian Buchanan, pracownik parku, który doradza ludziom jak mają chodzić po górach. Wielu osobom wydaje się, że to jest Disneyland, podczas gdy to dzika przyroda.
O tej porze roku 30% pacjentów chorych na serce przebywających we Flagstaff Medical Center przywożonych jest z Kanionu z problemami z zastawkami, zaburzeniami rytmu, czy z blokadami.
Od 2004 roku, gdy szpital zaczął prowadzić swój program operacji na otwartym sercu, był przynajmniej jeden miesiąc, gdy wszyscy pacjenci z zawałami przyjeżdżali z Wielkiego Kanionu, opowiada Gigi Sorenson, ordynatorka oddziału chorób serca i płuc.
- Po prostu się do tego przyzwyczailiśmy. Sezon turystyczny się zaczął i już czekamy na telefony z Kanionu.
Poole, z trzema zatkanymi tętnicami, po swoim zawale w 2004 roku był pierwszym pacjentem szpitala, któremu wykonano operację na otwartym sercu. Mówi, że jego poza tym dobre zdrowie, trening, który odbywał przygotowując się do podróży i chęć szukania pomocy oszczędziły mu poważniejszych problemów.
Od czasu operacji nie miał żadnych komplikacji. – Moje serce jest teraz w dobrej formie.





