Goszcząca niedawno w stolicy pięcioosobowa rodzina z Ohio została agentami w przebraniu, by pomóc wykryć cybernetyczny „atak terrorystyczny”. Ich stroje nie wzbudzały podejrzeń: Szorty, podkoszulki i kurtki przewiązane w pasie.
Goszcząca niedawno w stolicy pięcioosobowa rodzina z Ohio została agentami w przebraniu, by pomóc wykryć cybernetyczny „atak terrorystyczny”. Ich stroje nie wzbudzały podejrzeń: Szorty, podkoszulki i kurtki przewiązane w pasie.
Grali w nową grę, w której International Spy Museum wysyła turystów, by kręcili się po mieście z ręcznym GPS w poszukiwaniu śladów i kodów, mających pomóc w zapobieżeniu atakowi terrorystów.
Grę, nazwaną „Szpieg w mieście”, stworzyli byli agenci wywiadu, którzy chcą nauczyć społeczeństwo, na czym polega ich rzemiosło.
Carol Metzger, Brock Sturgeon i ich troje dzieci — Brooke lat 11, Luke lat 8 i sześcioletnia Alaina uważali, że mogą podjąć się tego zadania, między wyprawą na plażę w Delaware i zwiedzaniem Kapitolu.
Misja: trzeba znaleźć ukryte hasło, by rozbroić terrorystyczne urządzenie, które mogłoby wyczyścić wszystkie komputery w stolicy. Gracze muszą też sprawdzić wskazówki podawane przez informatora, ukrywającego się pod pseudonimem Catbird, by przekonać się, czy mogą mu zaufać.
Pierwszy trop – zdjęcie pierwszego celu, do którego mają dotrzeć – każe naszej piątce iść do pewnego starego banku i jego nocnej skrzynki depozytowej, potem do Teatru Forda, gdzie zastrzelono Abrahama Lincolna. Po drodze mija się prawdziwą siedzibę FBI.
Twórcy gry sądzą, że jest to pierwsza tego rodzaju zabawa na świecie, i planują kolejne scenariusze o różnych poziomach trudności.
- Już dawno minęły czasy muzeów, gdzie podziwiało się wystawione w szafach zakurzone przedmioty – mówi Peter Ernest, dyrektor Muzeum Szpiegostwa, który służył w CIA przez 35 lat.
Naprawdę takie gry mogą sprawić, że muzea będą wciąż czymś ważnym, jak przekonuje w swoim wykładzie dla American Association of Museums [Amerykańskie Stowarzyszenie Muzealne] Jane McGonigal z kalifornijskiego Institute for the Future.
Namawiała kuratorów na wymyślanie na nowo muzeów, tak by stały się one miejscem interaktywnym, gdzie zwiedzający mogą wchodzić w interakcje, może poprzez gry mające na celu rozwiązywanie prawdziwych problemów i mieć z tego zabawę.
Muzeum szpiegostwa, od chwili otwarcia w 2002 roku przyciąga około 700 tysięcy zwiedzających rocznie, mimo że bilet kosztuje 18 dolarów. Korzysta na dreszczach emocji wywoływanych przez filmy i gry wideo o tematyce szpiegowskiej. Niedawno, w tych samych miejscach, do których prowadzi muzealna gra, kręcono sceny z Angeliną Jolie do jej nowego filmu pt. „Salt”,.
Muzeum ma nadzieję, że mieszanka popkultury, rzeczywistości i odrobiny edukacji jest kluczem do tego, by złapać chętnych gotowych zapłacić 14 dolarów za grę.
- Musi się naprawdę poczuć, co to znaczy być szpiegiem – twierdzi Anna Slafer, dyrektorka muzeum od spraw edukacyjnych. Tego chce nasza publiczność.
Plan oparty jest na połączeniu prawdziwych historii szpiegowskich, mówią twórcy gry. Jedna z nich to przypadek Kitty Hawk, w którym FBI użyła podwójnego agenta, by wykryć sowieckich szpiegów.
Wykorzystuje też praktyki, które sięgają czasów Jerzego Waszyngtona, do porozumiewania się z agentami używającego sekretnego, niewidzialnego pisma. Gra w szpiegów tez używa podobnych tajnych wiadomości, które gracz musi odczytać.
- Kiedy nie wiadomo, komu można zaufać, kiedy nie zna się odpowiedzi, gdy znalazłeś się w jakiejś sytuacji i nie wiesz co masz dalej robić, to jest właśnie prawdziwe szpiegostwo – opowiada Slafer.
Mówi, że gra muzealna może zaciekawić graczy, na czym polegają wyzwania, którym muszą stawić czoła szpiedzy, na przykład to, że terroryści mogą próbować rozwalić systemy komputerowe.
- W tym mieście groźba wojny cybernetycznej jest całkiem realna – mówi. Gra nie polega na „po prostu biegaj, biegaj i dobrze się baw”. Trzeba tu namysłu.
Gracze znajdują ślady i wskazówki w Archiwum Narodowym i w małych fontannach i pomnikach. Najtrudniejszym zadaniem jest odkodowanie wiadomości ze słów Pierwszej Poprawki do Konstytucji, wyrytej w kamieniu w Newseum, muzeum dziennikarstwa przy Pennsylvania Avenue.
Rodzina Metzgerów i Sturgeonów z Findlay w Ohio wykonała misję, mimo że kilka razy poszła w złą stronę na ulicach stolicy.
Brock Sturgeon (38 lat) powiadział, że podobało mu się, chociaż czuł się jak ryba wyjęta z wody, gdy próbowali znaleźć drogę.
- Pamiętanie, w którym miejscu jesteś jest dość trudne – mówi. Nie sądzę, że to gra dla małych dzieci
Brooke i Luke twierdzą, że gra była fajna i że może kiedyś oni też zostaną szpiegami. – Taki jestem sprytny - Luke chowa się za szafami na eksponaty.
Jednak Alaina, najmłodsza, nie zawsze potrafiła skupić uwagę. Pod koniec myślała o czymś innym: „Jestem głodna”.
Rodzina właściwie nie udaremniła terrorystycznego ataku, uderzyli w zły guzik i w związku z tym nie unieszkodliwili elektronicznego urządzenia terrorystów. Musieli wkroczyć do akcji „agenci”, którzy nadzorowali całą operację.
- Chociaż wasza praca dzisiaj nie była doskonała – powiedziano im w kwaterze głównej – uważamy, że macie zadatki na tajnych agentów.
International Spy Museum, Washington, DC
www.spymuseum.org





